Hisense U6NQ oferuje stabilny efekt HDR, co jest rzadkością w telewizorach z lokalnym wygaszaniem. Na większości platform streamingowych, w filmach i serialach nagranych w 4K, telewizor prezentuje spójne osiągi – w każdej testowanej scenie, niezależnie od stopnia trudności, jasność wynosi około 450 nitów. To pozytywne zaskoczenie, ponieważ w wielu modelach tej klasy obserwuje się wyraźne różnice – niektóre sceny są dobrze doświetlone, a inne mocno przygaszone przez algorytmy wygaszania. Natomiast Hisense U6NQ priorytetyzuje utrzymanie wyższej jasności, co odbywa się kosztem czerni o czym pisaliśmy w akapicie o teście kontrastu.
Efekt HDR na U6NQ jest zadowalający, oferując zauważalne „uderzenie” światła w jasnych momentach, choć warto pamiętać o wspomnianym wcześniej bloomingu, który może być widoczny w trudniejszych scenach. W kwestii kolorów telewizor również radzi sobie przyzwoicie – pokrycie palety DCI-P3 wynosi 89%, a BT.2020 to 71%. Chociaż nie są to wyniki, które mogłyby zachwycić bardziej wymagających użytkowników, dla początkujących w świecie wysokiej jakości materiałów. U6NQ sprawdzi się jako solidny wybór. Dzięki temu stanowi interesującą propozycję jako telewizor "wejściowy" do kina domowego.
Samsung S90H w wariancie WOLED to wciąż niezwykle jasny telewizor jak na model z tej półki cenowej, choć względem wersji QD-OLED wypada minimalnie ciemniej. Różnica nie jest jednak tak znacząca, jak w ubiegłorocznej serii F, gdzie rozpietość potrafiła sięgać nawet 500 nitów. Tutaj parametry obu matryc są bardzo zbliżone, a różnice w szczytowej jasności mieszczą się w granicach zaledwie 100–150 nitów. W pomiarach małych fragmentów obrazu S90H na panelu WOLED bez problemu osiąga poziom blisko 1500 nitów. Taki zapas mocy pozwala fenomenalnie oddać dynamikę efektów HDR – wszelkie rozbłyski, refleksy światła czy wybuchy mają odpowiednią siłę przebicia, dokładnie tak, jak zaplanowali to twórcy w studiu montażowym. Jak w przypadku większości wyświetlaczy OLED, kiedy cały ekran zalewa bardzo jasna scena, uruchamiają się systemy chroniące matrycę i jasność naturalnie spada do okolic 700 nitów. Warto jednak podkreślić, że to nadal znakomity rezultat na rynku. Częstokroć zauważalnie lepszy niż w przypadku wielu ekranów wykorzystujących technologię Mini LED z tego samego segmentu.
Pokrycie palety barw
Największa różnica między oboma wariantami S90H kryje się właśnie w sposobie reprodukcji i nasyceniu barw. Wynika to bezpośrednio z odmiennej budowy samej matrycy WOLED, która wykorzystuje dodatkowy, biały subpiksel. W efekcie kolory o bardzo wysokiej jasności nie osiągają aż tak intensywnego nasycenia, a wolumen szerokiej palety jest nieco bardziej ograniczony niż w technologii QD-OLED. Nie zmienia to jednak faktu, że w codziennym użytkowaniu różnice te będą dla większości widzów trudne do wyłapania. Zmierzona przez nas przestrzeń DCI-P3 sięga w panelu WOLED blisko 99%, co sprawia, że w zdecydowanej większości realnych scen filmowych oba warianty zaprezentują niemal identyczny obraz. Prawdziwy dystans ujawnia się dopiero w rzadszych, wyjątkowo wymagających produkcjach, które sięgają po ultra szeroką paletę BT.2020. Ze względu na specyfikę budowy panelu WOLED, pokrycie tego standardu jest tu o jakieś 15% niższe w porównaniu do S90HAT z matrycą QD-OLED, przez co najbardziej jaskrawe, mocno doświetlone barwy w HDR mogą sprawiać wrażenie ciut mniej soczystych.