Zacznijmy od tego, że U7S Pro to imponująco jasny telewizor – w skalibrowanym trybie nasza aparatura pomiarowa wskazała zawrotne 2200 nitów szczytowej jasności! To wynik wręcz rewelacyjny, biorąc pod uwagę, że model ten pozycjonowany jest raczej jako ze średniej półki.
Jak jednak wiemy, szczytowa jasność na planszach testowych to jedno, a rzeczywiste sceny filmowe to drugie. Niestety, w realnych materiałach wideo moc podświetlenia wyraźnie spada. Co prawda w najbardziej wymagających momentach telewizor wciąż potrafi przekroczyć barierę 1000 nitów – co nadal jest świetnym rezultatem, idealnie wpisującym się w standardy masteringowe większości filmów HDR – jednak prawdziwym wyzwaniem okazują się agresywnie nastrojone algorytmy lokalnego wygaszania. Przez nie małe, jasne detale, takie jak gwiazdy czy księżyc na nocnym niebie, zostają wyraźnie przygaszone. Telewizor próbuje za wszelką cenę utrzymać głęboką czerń, co jest oczywiście zrozumiałe, ale niestety odbywa się to kosztem dynamiki i blasku samego efektu HDR.
Warto pochwalić za to reprodukcję kolorów. Nowy U7S Pro to konstrukcja typu QLED, która zapewnia bardzo szerokie pokrycie palety barw. W przeciwieństwie do ubiegłorocznego modelu (U7Q Pro), tegoroczny wariant jest już „prawdziwym” QLED-em, a nie rozwiązaniem opartym na filtrze PFS. W efekcie nasycenie kolorów wyraźnie wzrosło, a pokrycie najbardziej wymagającej przestrzeni BT.2020 przekroczyło barierę 81%.
Samsung S90H w wariancie WOLED to wciąż niezwykle jasny telewizor jak na model z tej półki cenowej, choć względem wersji QD-OLED wypada minimalnie ciemniej. Różnica nie jest jednak tak znacząca, jak w ubiegłorocznej serii F, gdzie rozpietość potrafiła sięgać nawet 500 nitów. Tutaj parametry obu matryc są bardzo zbliżone, a różnice w szczytowej jasności mieszczą się w granicach zaledwie 100–150 nitów. W pomiarach małych fragmentów obrazu S90H na panelu WOLED bez problemu osiąga poziom blisko 1500 nitów. Taki zapas mocy pozwala fenomenalnie oddać dynamikę efektów HDR – wszelkie rozbłyski, refleksy światła czy wybuchy mają odpowiednią siłę przebicia, dokładnie tak, jak zaplanowali to twórcy w studiu montażowym. Jak w przypadku większości wyświetlaczy OLED, kiedy cały ekran zalewa bardzo jasna scena, uruchamiają się systemy chroniące matrycę i jasność naturalnie spada do okolic 700 nitów. Warto jednak podkreślić, że to nadal znakomity rezultat na rynku. Częstokroć zauważalnie lepszy niż w przypadku wielu ekranów wykorzystujących technologię Mini LED z tego samego segmentu.
Pokrycie palety barw
Największa różnica między oboma wariantami S90H kryje się właśnie w sposobie reprodukcji i nasyceniu barw. Wynika to bezpośrednio z odmiennej budowy samej matrycy WOLED, która wykorzystuje dodatkowy, biały subpiksel. W efekcie kolory o bardzo wysokiej jasności nie osiągają aż tak intensywnego nasycenia, a wolumen szerokiej palety jest nieco bardziej ograniczony niż w technologii QD-OLED. Nie zmienia to jednak faktu, że w codziennym użytkowaniu różnice te będą dla większości widzów trudne do wyłapania. Zmierzona przez nas przestrzeń DCI-P3 sięga w panelu WOLED blisko 99%, co sprawia, że w zdecydowanej większości realnych scen filmowych oba warianty zaprezentują niemal identyczny obraz. Prawdziwy dystans ujawnia się dopiero w rzadszych, wyjątkowo wymagających produkcjach, które sięgają po ultra szeroką paletę BT.2020. Ze względu na specyfikę budowy panelu WOLED, pokrycie tego standardu jest tu o jakieś 15% niższe w porównaniu do S90HAT z matrycą QD-OLED, przez co najbardziej jaskrawe, mocno doświetlone barwy w HDR mogą sprawiać wrażenie ciut mniej soczystych.