LG C6 to bardzo udana ewolucja jednego z najpopularniejszych OLED-ów na rynku. Nie jest to telewizor, który wywraca serię C do góry nogami – wygląda podobnie do poprzednika, webOS działa na dobrze znanych zasadach, a zestaw funkcji dla graczy właściwie już wcześniej był kompletny. Tylko trudno uznać to za wadę, skoro C5 pod wieloma względami naprawdę niewiele brakowało. Najważniejsza zmiana zaszła tam, gdzie faktycznie było jeszcze pole do poprawy, czyli w samej matrycy. C6 jest wyraźnie jaśniejszy i około 1500 nitów w HDR sprawia, że coraz trudniej patrzeć na serię C jak na „średniego OLED-a”. Filmy HDR potrafią wyglądać naprawdę efektownie, czerń oczywiście pozostaje perfekcyjna, a przy tym telewizor nadal zachowuje wszystkie cechy, za które OLED-y tak dobrze sprawdzają się podczas wieczornych seansów.
Bardzo dobrze wypada też obróbka obrazu. LG zastosowało tutaj ten sam procesor co we flagowym G6 i widać to szczególnie przy słabszych materiałach, skalowaniu czy wygładzaniu przejść tonalnych. C6 nie wymaga więc idealnego źródła, żeby obraz wyglądał dobrze, a to w codziennym użytkowaniu ma większe znaczenie niż kolejna funkcja dopisana do specyfikacji. Gracze również właściwie nie mają powodów do narzekania. 165 Hz z PC, VRR, G-Sync, bardzo niski input lag i komplet funkcji dla konsol sprawiają, że C6 równie dobrze może być telewizorem do filmów, jak i dużym ekranem do grania. W dzień radzi sobie lepiej niż poprzednie generacje, choć w bardzo jasnym, mocno przeszklonym salonie Mini-LED nadal może być lepszym wyborem.
I chyba właśnie na tym polega największa siła C6. Nie próbuje być absolutnie najlepszy w jednej konkretnej kategorii. Zamiast tego jest po prostu bardzo dobry praktycznie we wszystkim. Kino, sport, granie, zwykła telewizja czy streaming – trudno znaleźć zastosowanie, w którym wyraźnie sobie nie radzi. Jeżeli ceny po premierze zaczną spadać podobnie jak w poprzednich generacjach, LG C6 może być jednym z najbardziej opłacalnych OLED-ów 2026 roku. Nie dlatego, że oferuje najbardziej spektakularne parametry na rynku, ale dlatego, że bardzo trudno znaleźć w nim coś, co mogłoby realnie przeszkadzać na co dzień.
Samsung The Frame 2026 nadal jest telewizorem skierowanym do dość konkretnego odbiorcy. Jeżeli zależy wam przede wszystkim na tym, żeby ekran dobrze wyglądał we wnętrzu, wisiał niemal płasko na ścianie i po wyłączeniu nie był po prostu dużym czarnym prostokątem, to trudno znaleźć na rynku coś, co realizuje ten pomysł równie dobrze. Matowa matryca, wymienne ramki, zewnętrzny moduł One Connect oraz rozbudowany Tryb Sztuka sprawiają, że The Frame faktycznie potrafi pełnić rolę elementu wystroju, a nie tylko telewizora stojącego w salonie. I właśnie w tej kategorii widzimy jego największy sens. Co ważne, nie oznacza to jednak, że poza wyglądem niewiele tutaj dostajemy. W jasnym pomieszczeniu The Frame radzi sobie naprawdę dobrze. Matowa powłoka bardzo skutecznie ogranicza odbicia, jasność sięgająca około 650 nitów wystarcza do komfortowego oglądania w dzień, a szeroka paleta barw sprawia, że kolorowe materiały, animacje czy jaśniejsze sceny HDR potrafią wyglądać bardzo efektownie. Do tego dochodzi 144 Hz w 4K oraz, po raz pierwszy, nawet 240 Hz w Full HD. VRR, ALLM, FreeSync, G-Sync, HGiG, niski input lag i rozbudowany Game Bar sprawiają, że pod względem funkcji dla graczy The Frame jest znacznie bardziej kompletnym telewizorem, niż sugerowałby jego „artystyczny” charakter.
Największe kompromisy zaczynają się wtedy, gdy spojrzymy na niego jak na telewizor typowo kinowy. The Frame nie posiada lokalnego wygaszania, dlatego w ciemnych scenach czerń wyraźnie się podnosi i właśnie tam najbardziej widać różnicę względem dobrych Mini LED-ów czy OLED-ów. HDR najlepiej prezentuje się więc w jasnych i kolorowych materiałach, natomiast wieczorne seanse w zaciemnionym pokoju zdecydowanie nie są jego najmocniejszą stroną. Do tego dochodzi zauważalne smużenie oraz tylko jedno pełnoprawne złącze HDMI 2.1 w module One Connect, co dla niektórych użytkowników (zwłaszcza graczy) może być irytujące.
The Frame 2026 nie jest więc telewizorem dla osoby, która za wszelką cenę szuka najlepszego obrazu w swojej klasie cenowej. Są modele oferujące lepszą czerń czy mocniejszy efekt HDR. Jeżeli jednak telewizor ma być częścią dobrze urządzonego salonu, często pracować w dzień, wyświetlać sztukę i jednocześnie dobrze sprawdzać się przy różnych treściach, The Frame nadal ma sporo sensu. Samsung praktycznie nie zmienił tutaj swojej recepty, ale też trudno się temu dziwić — koncepcję „obrazu na ścianie” wciąż realizuje bardzo dobrze. Właściciele poprzedniego modelu nie mają większego powodu do wymiany, ale dla nowych użytkowników szukających właśnie takiego połączenia designu i telewizora jest to nadal jedna z najciekawszych propozycji na rynku.