LG G4 zdecydowanym pretendentem do bycia najlepszym telewizorem roku 2024. Dzięki połączeniu OLED-owej czerni i technologii MLA otrzymamy niewiarygodnie dynamiczny i plastyczny obraz, który z pewnością pochłonie nas do reszty. LG G4 jest również dowodem na to, że telewizory wyposażone w matrycę OLED wsparte technologią MLA jak najbardziej nadają się do oglądania w słonecznym pomieszczeniu. System operacyjny, choć nie jest otwarty tak jak konkurencja, to pozwala na wiele możliwości. Jego największą zaletą jest dobrze znany pilot z kursorem, dzięki któremu sterowanie jednostką należy (naszym zdaniem), do najwygodniejszych na rynku. Odwzorowanie barw fabrycznie, choć nie stoi na wysokim poziomie, to po przeprowadzeniu procesu kalibracji możemy mówić wręcz o ekranie referencyjnym, dostarczającym prawdziwie reżyserski obraz. Nie bez przyczyny studia postprodukcyjne wybierają telewizory właśnie tego producenta. Jako jedyne oferują tak głęboką możliwość ingerencji w obraz, dzięki kalibracji 3D LUT. Zdaje się, że największą (i chyba jedyną), wadą tego telewizora są przejścia tonalne, które, wprawdzie dalekie są od ideału, to nie można powiedzieć o nich, że zabierają przyjemność z oglądania. Remedium jest podsunięte przez samego producenta i włączenie funkcji "Łagodna Gradacja" usunie zdecydowaną większość niepłynności. LG G4 równie dobrze sprawdzi się podczas oglądania wszelkiej maści sportu czy innych dynamicznych scen. Upłynniacz ruchu jest niezwykle rozbudowany i pozwala na dopasowanie upłynniania do swoich potrzeb. Za sprawą portów HDMI 2.1 z pełną ich funkcjonalnością i przyłożeniu uwagi producenta, testowany telewizor znajdzie swoje miejsce w domach wielu zapalonych graczy. Każda z istotnych funkcji działa bez zarzutu, a niski input lag przy każdym trybie bardzo cieszy. Podsumowując, LG G4 jest niezwykle wszechstronnym telewizorem, pozwalającym na rozrywkę w znakomitej jakości zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia.
Xiaomi A Pro 2026 to taki telewizor, który na pierwszy rzut oka nie zdradza wielkich zmian względem poprzednika. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że to po prostu kopia ubiegłorocznego modelu z inną naklejką. I coś w tym jest, bo główną nowością, a właściwie jedyną wyraźną różnicą, jest tryb 120 Hz w niższych rozdzielczościach. Trzeba oddać Xiaomi, że ten dodatek naprawdę robi robotę – nie jest to rozwiązanie dla profesjonalnych graczy, ale ukłon w stronę osób szukających płynniejszego obrazu przy casualowym graniu. To właśnie w tym miejscu A Pro 2026 może błyszczeć – prostym, ale sprytnym pomysłem, który wyróżnia go w segmencie “superbudżetowym”. Niestety, kiedy zaczynamy patrzeć na telewizor szerzej, entuzjazm szybko stygnie. Mimo że rok zmienił się w kalendarzu, większość problemów znanych z A Pro 2025 została z nami – system nadal potrafi złapać dziwne przycinki, a zdarzające się błędy potrafią skutecznie zirytować. Do tego dochodzi brak jakichkolwiek poważniejszych narzędzi do cyfrowej obróbki obrazu, które w ubiegłym roku działały całkiem przyzwoicie. W efekcie widać tu sporo ograniczeń konstrukcji, które konkurencja w podobnej cenie stara się już w jakiś sposób maskować. W kwesti jakości obrazu, też nie będziemy was oszukiwać. Jasność na poziomie 200–300 nitów nie daje szans, żeby zmierzyć się z bardziej wymagającymi materiałami. Owszem, w prostszych treściach ze streamingu da się coś obejrzeć, ale przy wysokobudżetowych produkcjach widać od razu, dlaczego telewizor kosztuje tyle, ile kosztuje. Wrażenie, że oglądamy obraz spłaszczony i wyprany z detali, towarzyszy właściwie za każdym razem. I tu dochodzimy do sedna. Xiaomi A Pro 2026 to telewizor dla tych, którzy naprawdę niewiele wymagają. Jako codzienny ekran do seriali, wiadomości czy YouTube’a – sprawdzi się całkiem całkiem, zwłaszcza dzięki swojemy systemowi operacyjnemu jakim jest GoogleTV. Również jeżeli ktoś szuka budżetowego sprzętu i dodatkowo chciałby mieć namiastkę płynniejszej rozgrywki w grach dzięki trybowi 120 Hz, może być nawet zadowolony. Ale każdy, kto oczekuje choćby średniej jakości obrazu, stabilnego systemu i poprawnej funkcjonalności, szybko zauważy, że są na rynku inne budżetowe modele, które wypadają po prostu lepiej.