LG UA7500 w wariancie z matrycą VA to telewizor stworzony z myślą o codziennym oglądaniu telewizji, YouTube’a czy platform streamingowych, gdzie treści w SDR wciąż dominują. W tej roli sprawdza się bardzo dobrze – ma niezłą obróbkę cyfrową obrazu, przyzwoity upscaling i całkiem spójne przejścia tonalne. Największym atutem pozostaje system webOS, pełen aplikacji i dodatków, takich jak nagrywanie na USB, wsparcie AirPlay czy funkcja screen mirroring. Dla wielu osób to wystarczy, żeby traktować go jako „telewizor na co dzień”. Nieźle sprawdzi się też w roli ekranu dla niedzielnego gracza – mimo że to tylko matryca 60 Hz, znajdziemy tu ALLM, VRR w zakresie 48–60 Hz oraz wygodny Game Bar, czyli narzędzia, które zwykle zarezerwowane są dla droższych modeli. Minusy? Przede wszystkim kąty widzenia – jak to w VA, z boku obraz szybko traci na jakości. Nie ma też dynamicznych formatów HDR, a ograniczona paleta barw sprawia, że filmowe „efekty HDR” wypadają symbolicznie. Z drugiej strony to telewizor niedrogi, który pewnie doczeka się jeszcze atrakcyjnych obniżek, więc jeśli ktoś nie chce wydawać fortuny i akceptuje jego ograniczenia, dostaje solidnego „zwyklaka” z dobrym systemem. Szkoda tylko, że producent nie dorzucił pilota Magic w zestawie.
Philips OLED811 to OLED ze średniej półki na 2026 rok, który na tle największych rywali wyróżnia się przede wszystkim jednym: Ambilightem. Światło podążające za obrazem i rozchodzące się po ścianie potrafi zmienić atmosferę całego seansu. Wieczorem ekran wydaje się wychodzić poza swoje ramy, a oglądanie po prostu nabiera dodatkowego uroku. Dla jednych będzie to przyjemny dodatek, ale dla innych wystarczający powód, żeby kolejny raz wybrać właśnie Philipsa. Sam obraz jest bardzo porównywalny z tym, co oferują takie modele jak LG C6 czy Samsung S90H w wersjach korzystających z tego samego typu panelu. Dostajemy więc głęboką, idealną czerń, na której jasne elementy robią świetne wrażenie. OLED811 potrafi pokazać mocny HDR i co ważne, po kalibracji sam obraz jest bliski wzorcowi. Nie ma tutaj wielkiej przewagi nad konkurencją, ale nie ma też poczucia, że wybierając Philipsa dla Ambilightu, rezygnujemy z jakości obrazu.
Kilka dobrych zmian względem ubiegłorocznego modelu czeka też na graczy. Dzięki zastosowaniu układu MediaTek Pentonic 800 mamy w końcu cztery porty HDMI 2.1, więc podłączenie kilku sprzętów np.; konsol, komputera i soundbara nie wymaga już wybierania, który sprzęt dostanie pełne możliwości złącza. Samo granie daje dużo przyjemności — telewizor reaguje szybko, obsługuje zmienne odświeżanie, a z peceta pozwala zagrać w 4K przy 165 Hz. Szkoda tylko, że możliwości nowego procesora nie udało się równie dobrze wykorzystać przy obróbce słabszych materiałów. Najwięcej wątpliwości budzi jednak system operacyjny. Titan OS zastąpił lubiane Google TV i choć przez ostatni rok wyraźnie się rozwinął, nadal trudno uznać tę zmianę za dobrą. Co prawda sam system działa sprawniej, ma więcej przydatnych funkcji, a w bibliotece znajdziemy już większość popularnych serwisów streamingowych. Wciąż jednak wybór aplikacji jest znacznie skromniejszy niż w przypadku Google (czy konkurencji) i to właśnie pozostaje naszym zdaniem największą wadą OLED811. Szczególnie osoby korzystające z mniej popularnych usług mogą poczuć tę różnicę.
Czy warto go kupić? Tak, jeśli Titan OS odpowiada Waszym potrzebom. Pod względem obrazu i samuch możliwośći dla graczy OLED811 ma do zaoferowania tyle samo co jego konkurencji, jednak Ambilight daje mu coś, czego nie znajdziemy u innych. Philips trochę więc daje i trochę zabiera. Dokłada wyjątkowy klimat oglądania, ale ogranicza swobodę wyboru aplikacji. Jeżeli te, z których korzystacie, są dostępne, ten kompromis może być wart zaakceptowania.