Ambilight bo właśnie od tego trzeba zacząć, to największy powód, dla którego warto kupić PUS8500. Trójstronne podświetlenie z tyłu telewizora wygląda świetnie, szczególnie wieczorem. Tworzy klimat, maskuje niedoskonałości kontrastu i sprawia, że seans potrafi być po prostu przyjemniejszy. Nawet jeśli sama czerń nie jest tu idealna, to przy wysokim kontraście natywny matrycy VA jest poprostu dobra. Do tego dochodzi naprawdę niezły input lag i kilka funkcji dla graczy jak ALLM czy VRR. Choć, nie ma tutaj HDMI 2.1, czy matrycy 120Hz, to granie rekreacyjnie powinno być przyjemnością. Zwłaszcza że gra się responsywnie i bez opóźnień. Dodajmy jeszcze pełne wsparcie dla formatów audio – jest i Dolby Atmos, i DTS, więc posiadacze soundbarów też mają się z czego cieszyć.
Ale nie będziemy tu mydlić oczu – to nadal budżetowy telewizor i momentami to po prostu widać. Jasność jest przeciętna – nie na tyle słaba, żeby nie dało się nic oglądać, ale jeśli traficie na wyjątkowo słoneczny dzień, to bez rolet, oglądanie w takich warunkach może być problematyczne. Jednak naszym zdaniem największy zawodem w PUS8560 jest system operacyjny Titan OS. Pomimo tego, że system miał debuit już jakiś czas temu, niektóre rzeczy zwyczajnie nie chciały działać – na przykład zrzucenie obrazu z telefonu mimo deklaracji producenta, że taka funkcja jest tutaj obecna. Aplikacji jest mniej niż u konkurencji, a sam system działa trochę topornie. Na ogół, niby już coś potrafi, ale ewidentnie brakuje mu dopracowania.
Oczywiście, to nie jest telewizor, który ma rywalizować z topowymi modelami. Ale jeśli ktoś szuka czegoś prostego, z fajnym klimatem, który daje system Ambilight to jest całkiem uczciwa propozycja. Trzeba tylko wiedzieć, czego się spodziewać i zaakceptować kompromisy, których jest tu sporo.
TCL C8L to bez wątpienia jeden z najbardziej intrygujących telewizorów Mini-LED, jakie trafiły do naszego laboratorium w tym roku. Model ten broni się przede wszystkim znakomitym stosunkiem ceny do oferowanych możliwości. TCL przyzwyczaiło nas już do tego, że potrafi agresywnie wyceniać swoje ekrany, ale w przypadku serii C8 producent potrafi przesunąć granicę jeszcze dalej. W kwocie, która u rynkowej konkurencji często pozwala zaledwie na zakup modeli ze średniej półki lub dwóch takich modelii jak C8K , tutaj otrzymujemy wyposażenie i parametry równe topowym modelom. Nowy procesor obrazu, cztery pełne porty HDMI 2.1, obsługa ekstremalnego odświeżania oraz potężna jasność szczytowa dzięki ogromnej ilości stref wygaszania to argumenty, obok których trudno przejść obojętnie.
Analizując jednak całokształt, trzeba uczciwie podsumować charakter tego telewizora. C8L to sprzęt stworzony bardziej do wyświetlania obrazu „efektownego” niż rygorystycznie wiernego. Co mamy przez to na myśli? Oprogramowanie oraz algorytmy zarządzające strefami podświetlenia Mini-LED zostały zestrojone w taki sposób, aby stawiać na widowiskowość – obraz ma być jasny, kontrastowy i uderzający nasyceniem. A co to oznacza? Telewizor ma tendencję do samowolnego interpretowania obrazu zamiast trzymania się pewnych norm studyjnych. Dla większości użytkowników szukających "większych" emocji w filmach czy grach, taki efekt będzie raczej zaletą. Z kolei puryści i fani idealnie naturalnego obrazu (tacy jak my 😉) mogą uznać to za zachowanie zbyt agresywne i niezgodne z intencją reżysera. Dlatego finalną ocenę w tej kwestii pozostawiamy Wam.
Ogólnie rzecz biorąc, mimo tej specyfiki, TCL C8L to telewizor, który z czystym sumieniem możemy, a wręcz musimy polecić. To przede wszystkim produkt klasy premium, robiący dosłownie wszystko poprawnie... aż do bólu. Pewne niedoskonałości traktowalibyśmy po prostu jako cechy tego urządzenia, a nie wady – głównie ze względu na ograniczenia technologiczne, do których przyzwyczaiły nas już wszystkie telewizory Mini-LED od każdego producenta na rynku. Ostatecznie dopracowanie od strony oprogramowania dało nowej ósemce naprawdę bardzo dużo, dzięki czemu dostajemy sprzęt dojrzały, pewny i niemal kompletny.