TCL C655 / C69B w większych rozmiarach (55"+) to telewizor QLED z 2024 roku od chińskiego producenta, oferowany w bardzo atrakcyjnej cenie. Model ten posiada wiele zalet, które mogą zadowolić szerokie grono użytkowników. Pierwszym dużym plusem jest system operacyjny Google TV. W TCL C655 / C69B i nie tylko, zapewnia on nowoczesny i intuicyjny interfejs oraz obsługę komend głosowych w języku polskim dzięki Asystentowi Google. Łatwy dostęp do popularnych aplikacji streamingowych, takich jak Netflix, YouTube czy Prime Video, sprawia, że codzienne korzystanie z telewizora jest wyjątkowo wygodne. Obsługa AirPlay oraz możliwość podłączenia urządzeń peryferyjnych przez Bluetooth zwiększają jego wszechstronność. Małym minusem może być brak funkcji nagrywania oraz obrazu w obrazie (PiP), co może rozczarować osoby przyzwyczajone do pełnej funkcjonalności tradycyjnej telewizji. Dlatego zalecamy podłączenie zewnętrznego dekodera. Jeśli chodzi o graczy, C655 / C69B, mimo braku obsługi rozdzielczości 4K przy 120 Hz, oferuje sporo. Telewizor wspiera 120 Hz przy niższych rozdzielczościach (1080p i 1440p), więc gdy liczy się bardziej płynność obrazu niż sama rozdzielczość, można ustawić konsolę w trybie wydajnościowym. Jako telewizor do gier, C655 / C69B oferuje funkcje takie jak ALLM (automatyczne przełączanie w tryb niskiego opóźnienia) i VRR (zmienna częstotliwość odświeżania), które zapewniają płynny obraz i minimalizują opóźnienia. Warto również wspomnieć o Dolby Vision w trybie gier z niskim input lagiem. Jakość obrazu w TCL C655 / C69B również wypada całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę. Telewizor posiada wysoki kontrast natywny dzięki panelowi VA oraz szerokie pokrycie palety barw DCI-P3 dzięki technologii kropek kwantowych (QLED). Chociaż brak lokalnego wygaszania (obecnego w wersji C655 PRO) czasami wpływa na głębię czerni, w tej półce cenowej model ten oferuje naprawdę solidną jakość obrazu, która powinna zadowolić większość użytkowników.
Samsung The Frame 2026 nadal jest telewizorem skierowanym do dość konkretnego odbiorcy. Jeżeli zależy wam przede wszystkim na tym, żeby ekran dobrze wyglądał we wnętrzu, wisiał niemal płasko na ścianie i po wyłączeniu nie był po prostu dużym czarnym prostokątem, to trudno znaleźć na rynku coś, co realizuje ten pomysł równie dobrze. Matowa matryca, wymienne ramki, zewnętrzny moduł One Connect oraz rozbudowany Tryb Sztuka sprawiają, że The Frame faktycznie potrafi pełnić rolę elementu wystroju, a nie tylko telewizora stojącego w salonie. I właśnie w tej kategorii widzimy jego największy sens. Co ważne, nie oznacza to jednak, że poza wyglądem niewiele tutaj dostajemy. W jasnym pomieszczeniu The Frame radzi sobie naprawdę dobrze. Matowa powłoka bardzo skutecznie ogranicza odbicia, jasność sięgająca około 650 nitów wystarcza do komfortowego oglądania w dzień, a szeroka paleta barw sprawia, że kolorowe materiały, animacje czy jaśniejsze sceny HDR potrafią wyglądać bardzo efektownie. Do tego dochodzi 144 Hz w 4K oraz, po raz pierwszy, nawet 240 Hz w Full HD. VRR, ALLM, FreeSync, G-Sync, HGiG, niski input lag i rozbudowany Game Bar sprawiają, że pod względem funkcji dla graczy The Frame jest znacznie bardziej kompletnym telewizorem, niż sugerowałby jego „artystyczny” charakter.
Największe kompromisy zaczynają się wtedy, gdy spojrzymy na niego jak na telewizor typowo kinowy. The Frame nie posiada lokalnego wygaszania, dlatego w ciemnych scenach czerń wyraźnie się podnosi i właśnie tam najbardziej widać różnicę względem dobrych Mini LED-ów czy OLED-ów. HDR najlepiej prezentuje się więc w jasnych i kolorowych materiałach, natomiast wieczorne seanse w zaciemnionym pokoju zdecydowanie nie są jego najmocniejszą stroną. Do tego dochodzi zauważalne smużenie oraz tylko jedno pełnoprawne złącze HDMI 2.1 w module One Connect, co dla niektórych użytkowników (zwłaszcza graczy) może być irytujące.
The Frame 2026 nie jest więc telewizorem dla osoby, która za wszelką cenę szuka najlepszego obrazu w swojej klasie cenowej. Są modele oferujące lepszą czerń czy mocniejszy efekt HDR. Jeżeli jednak telewizor ma być częścią dobrze urządzonego salonu, często pracować w dzień, wyświetlać sztukę i jednocześnie dobrze sprawdzać się przy różnych treściach, The Frame nadal ma sporo sensu. Samsung praktycznie nie zmienił tutaj swojej recepty, ale też trudno się temu dziwić — koncepcję „obrazu na ścianie” wciąż realizuje bardzo dobrze. Właściciele poprzedniego modelu nie mają większego powodu do wymiany, ale dla nowych użytkowników szukających właśnie takiego połączenia designu i telewizora jest to nadal jedna z najciekawszych propozycji na rynku.