TCL C7L to niezwykle udany telewizor Mini-LED i w pełni zasłużony następca hitowego modelu C7K. Lista zalet tego urządzenia jest naprawdę długa. Na jej szczycie stoi ekstremalnie wysoka jasność matrycy. Dzięki niej telewizor bez najmniejszego problemu radzi sobie w mocno nasłonecznionych salonach, oferując przy tym rewelacyjny i dynamiczny obraz w formacie HDR. Ogromne brawa należą się również za zastosowanie nowej powłoki Super QLED – po profesjonalnej kalibracji kolory mogą być nie tylko naturalne, ale jednocześnie niesamowicie nasycone. Najlepsze jest to, że ekran robi to niezależnie od tego, jaka scena jest wyświetlana na ekranie czego często nie można powiedzieć o wszystkich TV z podświetleniem RGB. C7L to też genialny sprzęt dla graczy, można wręcz powiedzieć, że to prawdziwy „kombajn multimedialny”. Dostajemy tu pełne wsparcie dla konsol i PC, odświeżanie do 288 Hz, G-Sync oraz niski input lag, który nie rośnie nawet po włączeniu bardzo wymagającego trybu, jakim jest Dolby Vision Gaming. Całość spina dobrze zoptymalizowany system Google TV, który w tej generacji urządzeń TCL-a działa zauważalnie płynniej i sprawniej (przynajmniej takie odnieśliśmy wrażenie w trakcie naszych testów). Oczywiście C7L nie jest urządzeniem idealnym, a producent musiał pójść w tym modelu na pewne ustępstwa. Największą wadą C7L jest zastosowanie mniej wydajnego procesora obrazu. Przekłada się to niestety na dość przeciętną obróbkę cyfrową czy inne ograniczenie konstrukcyjne w postaci tylko dwóch portów HDMI 2.1. Mocniejszy układ został w tym roku zarezerwowany dopiero dla wyższych serii, jak chociażby C8L. Z biznesowego punktu widzenia to w pełni zrozumiałe. Dlaczego? Bo gdyby TCL dało tutaj lepszy procesor, większość ludzi prawdopodobnie nie widziałaby najmniejszego sensu dopłaty do wyższego modelu. Więc nawet jeśli pewne kompromisy tu występują, to seria C7L ponownie zapowiada się na jeden z najbardziej opłacalnych telewizorów Mini-LED tego roku. Jeśli szukacie uniwersalnego, potężnie jasnego ekranu do filmów, seriali, telewizji czy gier – dosłownie do wszystkiego – a jednocześnie nie chcecie przy tym przepłacać za topowe serie to tak... C7L to genialny wybór, który zdecydowanie możemy Wam polecić.
Pomysł na serię The One praktycznie nie zmienił się od lat i w przypadku Philipsa PQS9001 jest to jednocześnie zaleta i jego największa bolączka. Nadal dostajemy uniwersalny telewizor ze średniej półki, którego głównym wyróżnikiem jest Ambilight. Światło podążające za obrazem potrafi zmienić atmosferę wieczornego seansu i dla wielu osób będzie najważniejszym argumentem za zakupem. Trudno się temu dziwić, bo kto polubił ten efekt, często nie chce już wracać do oglądania bez niego. Sama jakość obrazu jest dobra, ale bardzo podobny poziom widzieliśmy w tej serii już w poprzednich latach. Matryca VA zapewnia przyzwoitą czerń, kolory są dobrze nasycone, a jasność wystarcza do komfortowego oglądania w typowym salonie. Szkoda jednak, że Philips nie zrobił kolejnego kroku i nie zastosował choćby prostego lokalnego wygaszania. W ciemnym pokoju widać granatową czerń, a HDR, choć zauważalny, nie robi przez to większego wrażenia. Po tylu latach obecności The One na rynku oczekiwalibyśmy czegoś więcej.
Wyraźny postęp widać za to w Titan OS. W porównaniu z poprzednim rokiem, a szczególnie z wersją sprzed dwóch lat, system stał się znacznie przyjemniejszy w obsłudze. Przybyło trochę aplikacji, poprawiono wiele drobnych funkcji i usunięto irytujące błędy, na które wcześniej narzekaliśmy. Całość działa przyzwoicie, choć znów przeszkadza nam pilot wymagający celowania w telewizor. Philips uparcie pozostaje przy podczerwieni do zwykłego sterowania, mimo że obsługa głosu korzysta z łączności radiowej. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego nie wykorzystano jej również do poruszania się po menu. The One ma też sporo do zaoferowania graczom. Cztery HDMI 2.1 i rozbudowane funkcje to jedno, ale największe wrażenie zrobił na nas czas reakcji matrycy. Nasz egzemplarz praktycznie nie smużył, nawet na ciemnych tłach, co w telewizorach LCD z matrycą VA jest rzadkością. Za to należą się Philipsowi duże brawa. Możliwość grania w 4K przy 144 Hz lub w Full HD przy 240 Hz dodatkowo zachęca do podłączenia komputera. Niestety także tutaj pozostał niedopracowany element: Dolby Vision w grach z Xboksa wiąże się z tak wysokim input lagiem.
PQS9000 pozostawia więc mieszane odczucia. Potrafi zaskoczyć świetnym ruchem i pokazuje, że Philips popracował nad systemem, ale w jakości obrazu brakuje podobnego kroku naprzód. To telewizor, który możemy polecić przede wszystkim miłośnikom Ambilightu. Jeżeli właśnie to oświetlenie przekonuje Was do Philipsa, zakup The One ma sporo sensu. Warto jednak sprawdzić, czy w podobnej cenie nie znajdziecie modelu Mini LED z dobrym lokalnym wygaszaniem, który zaoferuje głębszą czerń i bardziej efektowny HDR. Wtedy pozostaje zdecydować, co jest dla Was ważniejsze: klimat tworzony przez Ambilight czy lepsza jakość samego obrazu.