TCL C855 wykorzystuje wysokokontrastową matrycę VA. Kontrast ANSI (bez wygaszania) wyniósł bardzo przyzwoite 5238:1, co pozwala na uzyskanie przynajmniej bardzo dobrej czerni. Dodatkowo sam panel został wyposażony w wielostrefowe podświetlenie diodami Mini LED, które same są podzielone na 1344 niezależne punkty wygaszania dla modelu w rozmiarze 65 cali. Taka liczba pozwala na uzyskanie bardzo dobrych rezultatów w naszych testach. Warto zaznaczyć też, że TCL jako jeden z niewielu producentów oferuje taką specyfikację matrycy bez wydawania na nią przesadnie dużych pieniędzy, jak ma to miejsce w klasycznej czwórce producentów. Jak sami widzicie, w znacznej większości scen, które przygotowaliśmy, wyniki są godne podziwu, a mamy tu na myśli szczególnie trzy pierwsze, gdyż nawet w trzeciej, z wynikiem 54 000:1, nie można powiedzieć, że czerń i kontrast są słabe, ponieważ są bardziej niż zadowalające. Te pogarszają się w dwóch scenariuszach: sceny z pasami filmowymi oraz w momencie, gdy na ekranie jest dużo elementów otoczonych czernią. I tak jak ostania ze scen testowych w dalszym ciągu posiada znakomity kontrast, to w ostatnim z testowanych scenariuszy da się zauważyć świecenie się czerni. Pochodzący z filmu "Oblivion" kadr wypadł na TCL C855 wręcz doskonale i poziom czerni można porównać nawet do ekranów OLED, co jest niemałym wyczynem. Warto zwrócić w niej uwagę na dobrą separację świateł, co również nie należy do rzeczy łatwych. Nasza sztandarowa scena z "Sicario 2" pod względem kontrastu wypadła równie dobrze, ale dobrze widać ginięcie detali w czerniach na pierwszym, drugim i trzecim planie. Na pochwalenie zasługuje również działanie algorytmu sterującego podświetleniem, który ogranicza efekt halo/bloomingu do absolutnego minimum. Chociaż warto zwrócić uwagę na to, że bardzo drobne elementy, takie jak gwiazdy, TCL C855 niekiedy potrafi wygasić zupełnie.
Przejdźmy do sedna, czyli tego, co w panelu Mini LED najważniejsze: czerni i kontrastu. Xiaomi S Pro 2026 to konstrukcja oparta na matrycy VA, co już na starcie jest obietnicą głębokiej czerni. Dołóżmy do tego podświetlenie Mini LED z bardzo dużą liczbą stref lokalnego wygaszania. W testowanym przez nas, 65-calowym wariancie, naliczyliśmy ich aż 532. To solidna wartość, która powinna zapewniać precyzyjną kontrolę nad podświetleniem. Należy tu zaznaczyć, że liczba ta jest proporcjonalna do rozmiaru – wybierając mniejszy, 55-calowy wariant, stref będzie odpowiednio mniej, a w większych modelach – więcej.
No dobrze, więc jak wypada czerń na S Pro 2026? Odpowiedź jest złożona.
Generalnie jest naprawdę nieźle i widzimy wyraźny postęp względem problematycznego modelu z 2025 roku. Jak możecie zobaczyć na naszych planszach pomiarowych, wyniki są chwilami spektakularne. W większości mierzonych przez nas scen filmowych w trybie SDR (standardowy zakres dynamiki), kontrast można było bez wahania nazwać bardzo dobrym i nawet porównywalnym z telewizorami 3-krotnie droższymi. No właśnie, można by... i tu dochodzimy do paradoksu tego modelu. Problemem jest to, jak telewizor zarządza strefami w innych scenariuszach niż SDR. Gdy tylko podamy telewizorowi sygnał o wyższej jakości, na przykład serial HDR lub Dolby Vision z platform streamingowych (Netflix, HBO Max czy Disney+), dzieje się coś dziwnego. Mamy nieodparte wrażenie, że telewizor nagle... zapomina, że w ogóle został wyposażony w strefy lokalnego wygaszania. Jak widać na naszym filmie poniżej, czerń w takich scenach przypomina bardziej odcienie ciemnej szarości lub granatu. Do tego dochodzi delikatne mruganie całego ekranu. To poziom, jakiego spodziewalibyśmy się po telewizorach w ogóle pozbawionych systemu lokalnego wygaszania. Wygląda na to, że Xiaomi przez rok zdecydowało się naprawić jedną, ale kluczową przypadłość zeszłorocznego modelu 2025. I to się udało – nie mamy tu już irytującej "dyskoteki stref", obraz jest stabilny. Szkoda tylko, że przy konsumpcji treści najwyższej jakości (HDR), cały ten zaawansowany system staje się kompletnie bezużyteczny.