Xiaomi, dobrze znane jako gigant na rynku smartfonów, postanowiło zawalczyć o uwagę miłośników najwyższej klasy technologii, prezentując telewizor z podświetleniem MiniLED. Model S MiniLED 2025 na papierze wygląda naprawdę imponująco. Ogromna liczba stref wygaszania zapewnia świetny kontrast, a jasność, sięgająca imponujących wartości, potrafi robić wrażenie zarówno w materiałach wysokiej jakości HDR, jak i w starszych SDR. Telewizor sprawdza się świetnie tam, gdzie kluczowa jest płynność ruchu. Matryca z wysokim odświeżaniem i niski input lag sprawiają, że jest dobrym wyborem nie tylko dla fanów sportu, ale również dla graczy. Wsparcie dla funkcji takich jak ALLM czy GameBar dodatkowo poprawia wrażenia podczas grania. Google TV na tym telewizorze działa jak należy – szybko, płynnie, bez zbędnych przycięć, czego nie mogliśmy powiedzieć o modelu A Pro 2025. Dodatkowo, z tak obszerną biblioteką aplikacji zadowoli nawet najbardziej wymagającego użytkownika. Jednak nie wszystko wygląda tak dobrze w praktyce. Mimo solidnej specyfikacji sprzętowej, telewizor ma swoje bolączki. Największym problemem są algorytmy zarządzające strefami wygaszania, które podczas oglądania filmów wieczorem potrafią mocno irytować. Działanie poszczególnych stref jest aż nazbyt widoczne w dynamicznych scenach, co potrafi skutecznie odciągnąć naszą uwagę od obrazu. Problemy pojawiają się także w bardziej wymagających scenach HDR mimo naprawdę imponującej jasności. Małe, jasne elementy często tracą na jasności, co psuje efekt, jaki powinien zapewniać obraz najwyższej jakości. System też nie jest wolny od niedociągnięć – funkcje poprawy obrazu w niższej jakości materiałach działają nierówno, a niektóre opcje w Google TV są źle przetłumaczone lub wręcz nieprzetłumaczone. Xiaomi S MiniLED 2025 ma ogromny potencjał, ale w obecnej formie wydaje się niewykorzystany. Widać, że Xiaomi chciało zrobić coś naprawdę dobrego, ale kilka sporych niedociągnięć sprawia, że finalny efekt jest mieszany. Sprzęt z wysokimi aspiracjami, który potrzebuje lepszego oprogramowania, by naprawdę zabłysnąć. To telewizor idealny do jaśniejszych pomieszczeń, gdzie wysoka jasność ekranu odgrywa kluczową rolę, a problemy z lokalnym wygaszaniem stają się mniej widoczne. Doskonale sprawdzi się również jako ekran dla graczy oraz dla osób, które cenią wszechstronność i funkcjonalność systemu Google TV.
Samsung The Frame 2026 nadal jest telewizorem skierowanym do dość konkretnego odbiorcy. Jeżeli zależy wam przede wszystkim na tym, żeby ekran dobrze wyglądał we wnętrzu, wisiał niemal płasko na ścianie i po wyłączeniu nie był po prostu dużym czarnym prostokątem, to trudno znaleźć na rynku coś, co realizuje ten pomysł równie dobrze. Matowa matryca, wymienne ramki, zewnętrzny moduł One Connect oraz rozbudowany Tryb Sztuka sprawiają, że The Frame faktycznie potrafi pełnić rolę elementu wystroju, a nie tylko telewizora stojącego w salonie. I właśnie w tej kategorii widzimy jego największy sens. Co ważne, nie oznacza to jednak, że poza wyglądem niewiele tutaj dostajemy. W jasnym pomieszczeniu The Frame radzi sobie naprawdę dobrze. Matowa powłoka bardzo skutecznie ogranicza odbicia, jasność sięgająca około 650 nitów wystarcza do komfortowego oglądania w dzień, a szeroka paleta barw sprawia, że kolorowe materiały, animacje czy jaśniejsze sceny HDR potrafią wyglądać bardzo efektownie. Do tego dochodzi 144 Hz w 4K oraz, po raz pierwszy, nawet 240 Hz w Full HD. VRR, ALLM, FreeSync, G-Sync, HGiG, niski input lag i rozbudowany Game Bar sprawiają, że pod względem funkcji dla graczy The Frame jest znacznie bardziej kompletnym telewizorem, niż sugerowałby jego „artystyczny” charakter.
Największe kompromisy zaczynają się wtedy, gdy spojrzymy na niego jak na telewizor typowo kinowy. The Frame nie posiada lokalnego wygaszania, dlatego w ciemnych scenach czerń wyraźnie się podnosi i właśnie tam najbardziej widać różnicę względem dobrych Mini LED-ów czy OLED-ów. HDR najlepiej prezentuje się więc w jasnych i kolorowych materiałach, natomiast wieczorne seanse w zaciemnionym pokoju zdecydowanie nie są jego najmocniejszą stroną. Do tego dochodzi zauważalne smużenie oraz tylko jedno pełnoprawne złącze HDMI 2.1 w module One Connect, co dla niektórych użytkowników (zwłaszcza graczy) może być irytujące.
The Frame 2026 nie jest więc telewizorem dla osoby, która za wszelką cenę szuka najlepszego obrazu w swojej klasie cenowej. Są modele oferujące lepszą czerń czy mocniejszy efekt HDR. Jeżeli jednak telewizor ma być częścią dobrze urządzonego salonu, często pracować w dzień, wyświetlać sztukę i jednocześnie dobrze sprawdzać się przy różnych treściach, The Frame nadal ma sporo sensu. Samsung praktycznie nie zmienił tutaj swojej recepty, ale też trudno się temu dziwić — koncepcję „obrazu na ścianie” wciąż realizuje bardzo dobrze. Właściciele poprzedniego modelu nie mają większego powodu do wymiany, ale dla nowych użytkowników szukających właśnie takiego połączenia designu i telewizora jest to nadal jedna z najciekawszych propozycji na rynku.