Wspierane formaty:
HDR10, Dolby Vision, HLG Pokrycie palety barw:
DCI P3: 94.0%,
Bt.2020: 70.1%
Jak zatem wypada jasność Sharpa JP7 w najbardziej wymagających tytułach? Szczerze: na początku byliśmy pod sporym zaskoczeniem. Telewizor jest w stanie osiągnąć ponad 1000 nitów jasności, co w urządzeniu kosztującym niespełna 2000 zł (za 55 cali) jest wynikiem rewelacyjnym i rzadko spotykanym. Oglądając jasne, pełnoekranowe sceny, można odnieść wrażenie, że obcujemy ze sprzętem naprawdę dobrym. No ale niestety, musimy wrócić do problemu, o którym wspominaliśmy wcześniej czyli zarządzania lokalnym wygaszaniem. Kiedy na ekranie pojawiają się małe, jasne fragmenty na ciemnym tle (jak w scenach testowych z filmów Life of Pi czy Sicario 2), widać, jak słabo JP7 radzi sobie ze strefami. Telewizor przygasza je niemal do maksimum, tłamsząc cały efekt HDR, który w takich momentach przypomina wręcz płaski obraz SDR (mniej niż 200nit). Ta niestabilność sprawia, że w wymagających, kontrastowych filmach obraz na JP7 niestety traci na atrakcyjności.
Na pocieszenie warto zaznaczyć, że matryca ma predyspozycje do dobrego wyświetlania barw. Zastosowano tutaj filtr PFS (fosforowy), dzięki któremu pokrycie palety DCI-P3 sięga solidnych 94%. Producent nazywa swój produkt „QLED-em”, mimo że technologicznie bazuje on głównie na wspomnianym filtrze PFS. Biorąc pod uwagę ostatnie rynkowe batalie producentów o to, co wolno, a czego nie wolno nazywać QLED-em, kwestię poprawności tego nazewnictwa pozostawiamy Waszej ocenie. Faktem pozostaje jednak, że potencjał do reprodukcji nasyconych barw w tym panelu jest po prostu dobry.
Jak Sharp JP7 radzi sobie z detalami w filmach? Zacznijmy od tych lepszych wiadomości. Dzięki temu, że JP7 jest urządzeniem jasnym, w mniej wymagających scenach filmowych czy serialach możemy liczyć na całkiem poprawną reprodukcję obrazu. Patrząc na materiał z filmu Billy Lynn, trudno mieć większe zastrzeżenia – poza lekkim zlaniem najjaśniejszych elementów na ekranie, trzeba przyznać, że obraz jest całkiem efektowny.
Schody zaczynają się jednak przy wysokobudżetowych produkcjach, tworzonych z myślą o najwyższej klasie wyświetlaczy (masterowanych do 4000 nitów). Patrząc na scenę z filmu Pan (2015), widać to jak na dłoni – zachodzące słońce dosłownie zlewa się z całym niebem w jedną plamę. Niestety, Sharp ma spore problemy z poprawnym mapowaniem tonów i ta przypadłość, znana z poprzednich lat, nie zmieniła się nawet w najnowszym modelu JP7. Procesor po prostu nie radzi sobie z inteligentnym "upchnięciem" bardzo jasnych detali w możliwościach matrycy, co skutkuje utratą szczegółów w najjaśniejszych partiach obrazu.
Sharp JP7 wspiera wszystkie najpopularniejsze formaty HDR: HDR10, HLG oraz kluczowy w tym segmencie Dolby Vision. Nasze testy praktyczne potwierdzają, że różnica w ich wyświetlaniu jest kolosalna. Scena testowa z końmi na białej polanie w formacie HDR10 obnaża bolączki telewizora w samodzielnym zarządzaniu jasnością. Bez wsparcia dynamicznych metadanych procesor JP7 gubi detale w bieli, zlewając jasne elementy w jedną plamę. Na szczęście sytuację ratuje obecność Dolby Vision. Dzięki temu, że format ten dostarcza precyzyjne instrukcje dla każdej klatki, telewizor radzi sobie z wyświetlaniem nawet bardzo wymagających scen z dużą ilością szczegółów. Obraz staje się wtedy znacznie bardziej atrakcyjny i spójny. Porównawcze zdjęcia z naszych testów są w tym przypadku bardziej wymowne niż słowa.