Haier M90E to ambitna próba wejścia producenta w wyższy segment rynku. "Na papierze" specyfikacja wygląda imponująco: podświetlenie Mini LED, matryca VA i odświeżanie 144 Hz sugerują sprzęt kompletny. Rzeczywistość weryfikuje jednak te założenia. Otrzymujemy urządzenie o dwóch twarzach: potężnej bazie sprzętowej, która dusi się pod ciężarem niedopracowanego oprogramowania. Z jednej strony mamy świetną jasność, wysoki kontrast i głęboką czerń, co w połączeniu z niskim input lagiem i złączami HDMI 2.1 powinno czynić ten telewizor hitem. Z drugiej strony, codzienne użytkowanie psują irytujące błędy: słaby algorytm wygaszania czy niestabilny system Google TV. Widać wyraźnie, że producentowi zabrakło doświadczenia w optymalizacji tak złożonego urządzenia. Dla kogo jest ten model? Głównie dla świadomych użytkowników, którzy są w stanie przymknąć oko na błędy systemowe w zamian za wysoką jasność. Jednak dla przeciętnego konsumenta Haier M90E stanowi w tym momencie zbyt duże ryzyko. W tej półce cenowej konkurencja jest ogromna. Bez trudu znajdziemy sprawdzone modele innych marek, które oferują zbliżone parametry obrazu, ale zapewniają znacznie stabilniejszą i bardziej przewidywalną pracę. Zamiast eksperymentować, bezpieczniej będzie sięgnąć po rozwiązania, które nie chorują na "wiek dziecięcy".
Sony Bravia 7 II pokazuje przede wszystkim, że RGB Mini-LED nie musi być technologią zarezerwowaną tylko dla najdroższych telewizorów. Oczywiście w bezpośrednim porównaniu z Bravią 9 II da się znaleźć miejsca, w których Sony poszło tutaj na kompromisy, ale podczas normalnego oglądania wcale nie czuć, że mamy do czynienia z jego mocno okrojoną wersją flagowca.
Największą siłą tego telewizora jest po prostu obraz. Bravia 7 II potrafi połączyć bardzo dobrą czerń z wysoką jasnością, a przy tym Sony świetnie kontroluje całe podświetlenie. W HDR robi to szczególnie dobre wrażenie, bo telewizor potrafi pokazać mocne światła bez zamieniania jasnych fragmentów obrazu w jedną białą plamę. Filmy wyglądają efektownie, ale nie ma tutaj wrażenia, że producent za wszelką cenę próbuje zrobić z każdej sceny pokaz możliwości matrycy. True RGB wnosi coś od siebie. Paleta barw jest szeroka, a kąty widzenia jak na matrycę VA wypadają naprawdę dobrze. Nie jest jednak tak, że samo zastosowanie RGB rozwiązało wszystkie typowe ograniczenia Mini-LED-a. Przy małych jasnych elementach nadal czasami zobaczymy poświatę, a potencjał kolorystyczny podświetlenia nie zawsze jest wykorzystywany tak mocno, jak sugerowałaby sama technologia. Tyle że Sony bardzo dobrze potrafi te ograniczenia ukryć i właśnie tutaj widać doświadczenie producenta. Podobnie jest z obróbką obrazu. Bravia nadal należy do telewizorów, którym bez większych obaw można podać słabszy sygnał z telewizji czy starszy materiał z internetu. Upscaling jest bardzo dobry, wygładzanie przejść tonalnych działa skutecznie, a mapowanie HDR należy do najlepszych elementów tego modelu. Szkoda tylko, że Sony nadal trzyma się kilku swoich gamingowych ograniczeń. Dwa porty HDMI 2.1, z czego jeden zajmuje eARC, w tej klasie cenowej wyglądają już po prostu słabo. Podobnie 120 Hz, szczególnie kiedy konkurenci coraz częściej oferują do 180 Hz dla PC.
Mimo tego Bravia 7 II zostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Nie jest telewizorem, który próbuje wygrać samą tabelką parametrów. Sony nadrabia jednak czymś, czego trudniej dopisać do specyfikacji – sposobem, w jaki ten telewizor po prostu pokazuje obraz i właśnie to sprawia, że Bravia 7 II jest jednym z ciekawszych Mini-LED-ów 2026 roku. Szczególnie jeżeli szukamy jasnego, uniwersalnego telewizora przede wszystkim do filmów i codziennego oglądania, ale z różnych powodów nie chcemy wybierać OLED-a.