Wariant QNED80A oparty na matrycy IPS to propozycja celująca w zupełnie innego odbiorcę. Jeśli szukacie telewizora do miejsca, gdzie życie tętni przez cały dzień, a domownicy oglądają TV z różnych miejsc – to będzie dobry wybór. Szerokie kąty widzenia i nasycone kolory sprawiają, że obraz wygląda dobrze niezależnie od tego, czy siedzimy na wprost, czy przy stole w jadalni. Oczywiście, nie jest to sprzęt idealny, bo w tym segmencie cenowym takich poprostu nie ma. Matryca IPS nie zaoferuje Wam smolistej czerni, więc wieczorne seanse horrorów mogą być lekko szarawe, a krawędziowe wygaszanie w ciemnych scenach potrafi stworzyć widoczne pasy świetlne. Mimo tych wad, QNED80A nadrabia punktami za ogólną kulturę obrazu. Na ogromne uznanie zasługuje praca procesora – zarówno skalowanie zwykłej telewizji do 4K, jak i prezentacja detali w materiałach HDR wypadają tu znakomicie. Obraz jest czysty, ostry i bogaty w szczegóły, nawet jeśli sam ekran nie bije rekordów jasności. W połączeniu z rewelacyjnym systemem WebOS, który działa szybko i stabilnie, jest to bardzo bezpieczny, solidny wybór do codziennej, rodzinnej rozrywki w stosunkowo niskiej cenie.
Philips OLED950 to bez wątpienia technologiczny pokaz siły, który w wielu aspektach definiuje na nowo to, czego możemy oczekiwać od domowego centrum rozrywki. Zastosowanie przełomowej matrycy Tandem OLED sprawia, że w kwestii jakości obrazu wchodzimy tu na absolutny szczyt. Połączenie nieskończonej czerni i perfekcyjnego kontrastu z jasnością, która w trybie HDR potrafi przekroczyć magiczną barierę 2000 nitów, daje efekty, które momentami zapierają dech w piersiach. Niezależnie od tego, czy oglądamy filmy w nasłonecznionym salonie, czy gramy w nocy przy wsparciu 4-stronnego systemu Ambilight, wrażenia są po prostu fenomenalne. To ekran kompletny, który zadowoli zarówno kinomana szukającego wierności w Dolby Vision, jak i gracza wymagającego 144 Hz i perfekcyjnej reakcji na ruch.
Jednak ten zachwyt nad surowymi osiągami matrycy miesza się z pewnym niedosytem, gdy przyjrzymy się obietnicom producenta dotyczącym przetwarzania obrazu. Philips mocno promował zastosowanie „podwójnego” procesora P5, sugerując, że będzie to remedium na wszelkie bolączki cyfrowej obróbki sygnału. Rzeczywistość okazała się jednak mniej rewolucyjna. W naszych testach różnica względem modeli wyposażonych w standardowy, pojedynczy układ P5 była w codziennym użytkowaniu niemal niezauważalna. Problemy z płynnością przejść tonalnych czy posteryzacją w trudnych scenach, choć rzadkie, nadal występują. Biorąc pod uwagę astronomiczną cenę tego modelu, liczyliśmy w tym aspekcie na znacznie większy skok jakościowy, który uzasadniałby tak wysokie pozycjonowanie sprzętu. To właśnie kwestia opłacalności staje się największym problemem tego skądinąd wybitnego telewizora. Gdy spojrzymy na rynek chłodnym okiem, sytuacja modelu 950 staje się skomplikowana. Nie chodzi nawet o silną konkurencję ze strony tańszych flagowców LG G5 czy Samsunga S95F, ale o „bratobójczą” walkę wewnątrz oferty Philipsa. Okazuje się bowiem, że niżej pozycjonowany model OLED910 oferuje nam praktycznie ten sam, genialny obraz generowany przez identyczną matrycę. Co więcej, model 910 wygrywa w przedbiegach pod względem audio, oferując zintegrowany soundbar od Bowers & Wilkins, którego w droższym modelu 950 po prostu zabrakło na rzecz innego designu. Mamy więc do czynienia z paradoksem: dostajemy ten sam obraz i gorszy dźwięk, a musimy zapłacić znacznie więcej. Dlatego, choć OLED950 jest ekranem fantastycznym, to w 2025 roku tytuł „Najlepszego telewizora Philips” i naszą rekomendację wędruje do modelu OLED910.