Sharp FQ8 potrafi osiągnąć maksymalną jasność przekraczającą 450 nitów, stanowi to zadowalający rezultat. Choć wydawać się może, że wartość ta nie jest imponująca to i tak plasuje go w czołówce telewizorów w tej półce cenowej. Według nas jest to również taka wartość, od której odczujemy soczystość obrazu i funkcjonowanie jakichkolwiek metadanych, czego nie można powiedzieć o ciemniejszych urządzeniach. Telewizor obsługuje zaawansowany format HDR, jakim jest Dolby Vision. Jest też zainmplementowana technologia DOLBY Vision IQ, które wyróżnia się zdolnością do automatycznego dostosowywania jasności i kolorów obrazu w zależności od warunków oświetleniowych w pomieszczeniu. Niestety została ona źle zainmplementowana i wnosi duże przekłamania takie jak sztuczne rozjaśnianie obrazu. Dlatego też raczej nie zalecamy używania tej technologi w tym modelu. Dodatkowo, pokrycie palety barw wynosi około 94% dzięki zastosowaniu technologii kropek kwantowych, umożliwiając uzyskanie żywych i realistycznych kolorów. Taki zestaw funkcji sprawia, że obraz jest nie tylko intensywny, ale również pełen detali.
Patrząc na podobne wyniki w zakresie czerni i kontrastu, spodziewaliśmy się równie stabilnej formy jak w zeszłorocznym modelu jeżeli chodzi o treści HDR. Niestety – i to trzeba powiedzieć wprost – tutaj pojawił się regres, którego trudno nie zauważyć. Paradoks polega na tym, że sama jasność szczytowa Bravii 5 potrafi robić wrażenie: w naszych testach syntetycznych telewizor wyciągnął około 1000 nitów w HDR. Brzmi świetnie, prawda? Problem w tym, że ta moc nie zawsze ma realne przełożenie na wszystkie sceny filmowe. Gdy na ekranie pojawiają się drobne, punktowe elementy, coś, co w przypadku Sony zazwyczaj było dopracowane z chirurgiczną precyzją, tym razem wyraźnie kuleje. Algorytmy starają się zachować głęboką czerń wokół małych obiektów, ale efekt uboczny jest taki, że detale bywają przygaszone do tego stopnia, że stają się ledwo widoczne. Wystarczy przywołać przykład filmu Sicario 2 – tam w niektórych scenach niewielkie źródła światła praktycznie ginęły, jakby ktoś zakrył je ciemną folią.
Oczywiście nie wszystko wygląda tak dramatycznie. W prostszych, jaśniejszych scenach, w których obraz wypełniony jest większą ilością światła, Bravia 5 pokazuje, że potrafi błyszczeć: dosłownie i w przenośni. Wtedy telewizor osiąga wartości w zakresie 600–800 nitów, co widzieliśmy zarówno w testach syntetycznych, jak i podczas seansów filmowych. Wrażenie jest naprawdę pozytywne, jasność dodaje dynamiki, a kolory prezentują się żywo i świeżo. Pozostaje jednak pewien dysonans. Czujemy lekkie zmieszanie, bo ewidentnie coś poszło nie w tę stronę, w którą powinno. Postęp technologiczny – większa ilość stref, większa moc podświetlenia – nie został wsparty tak dopracowanym zarządzaniem obrazem, jakie zwykle kojarzymy z Sony. Na szczęście są elementy, które nie zostały pogorszone, a wręcz stoją na bardzo wysokim poziomie. Mowa o odwzorowaniu barw. Dzięki zastosowaniu filtra PFS, pokrycie palety kolorów jest znakomite – około 97% DCI-P3 i 75% BT.2020. To wartości, które pozwalają na naprawdę szerokie odwzorowanie barw, nadające filmom naturalność i filmowy charakter.