LG NANO81A to w gruncie rzeczy kontynuacja serii NanoCell, która na przestrzeni ostatnich lat niemal w ogóle się nie zmienia. Poza nowym systemem operacyjnym, odświeżonym pilotem i kilkoma marketingowymi dodatkami, mamy do czynienia z praktycznie tą samą konstrukcją, którą znamy od lat. Dzięki filtrowi z nanocząsteczek telewizor potrafi wyświetlić lepsze, czystsze kolory niż standardowe budżetowe telewizory, a matryca IPS gwarantuje naprawdę przyzwoite kąty widzenia. Niestety, za te zalety płacimy bardzo słabą czernią i niskim kontrastem, co w nocnych seansach jest natychmiast widoczne. Choć webOS to wciąż jeden z najlepszych systemów na rynku, największym problemem NANO81A jest jego cena, której po prostu nie rozumiemy. W 2025 roku ten model ma ogromną konkurencję nie tylko w postaci marek takich jak TCL czy Hisense, ale... u samego LG. Testowany przez nas wcześniej model QNED80A jest wyposażony w technologię lokalnego wygaszania, ma jaśniejszą matrycę i oferuje szerszą paletę barw. Co najciekawsze, w dniu pisania tej recenzji, lepszy technicznie QNED80A jest często dużo tańszy niż NANO81A. W tej sytuacji istnienie modelu NanoCell traci sens – chyba że priorytetem są dla Was wyłącznie szerokie kąty widzenia, ale naszym zdaniem cena, jaką trzeba za nie zapłacić (kosztem tragicznej czerni i wyższego wydatku), jest po prostu zbyt wysoka.
Philips OLED950 to bez wątpienia technologiczny pokaz siły, który w wielu aspektach definiuje na nowo to, czego możemy oczekiwać od domowego centrum rozrywki. Zastosowanie przełomowej matrycy Tandem OLED sprawia, że w kwestii jakości obrazu wchodzimy tu na absolutny szczyt. Połączenie nieskończonej czerni i perfekcyjnego kontrastu z jasnością, która w trybie HDR potrafi przekroczyć magiczną barierę 2000 nitów, daje efekty, które momentami zapierają dech w piersiach. Niezależnie od tego, czy oglądamy filmy w nasłonecznionym salonie, czy gramy w nocy przy wsparciu 4-stronnego systemu Ambilight, wrażenia są po prostu fenomenalne. To ekran kompletny, który zadowoli zarówno kinomana szukającego wierności w Dolby Vision, jak i gracza wymagającego 144 Hz i perfekcyjnej reakcji na ruch.
Jednak ten zachwyt nad surowymi osiągami matrycy miesza się z pewnym niedosytem, gdy przyjrzymy się obietnicom producenta dotyczącym przetwarzania obrazu. Philips mocno promował zastosowanie „podwójnego” procesora P5, sugerując, że będzie to remedium na wszelkie bolączki cyfrowej obróbki sygnału. Rzeczywistość okazała się jednak mniej rewolucyjna. W naszych testach różnica względem modeli wyposażonych w standardowy, pojedynczy układ P5 była w codziennym użytkowaniu niemal niezauważalna. Problemy z płynnością przejść tonalnych czy posteryzacją w trudnych scenach, choć rzadkie, nadal występują. Biorąc pod uwagę astronomiczną cenę tego modelu, liczyliśmy w tym aspekcie na znacznie większy skok jakościowy, który uzasadniałby tak wysokie pozycjonowanie sprzętu. To właśnie kwestia opłacalności staje się największym problemem tego skądinąd wybitnego telewizora. Gdy spojrzymy na rynek chłodnym okiem, sytuacja modelu 950 staje się skomplikowana. Nie chodzi nawet o silną konkurencję ze strony tańszych flagowców LG G5 czy Samsunga S95F, ale o „bratobójczą” walkę wewnątrz oferty Philipsa. Okazuje się bowiem, że niżej pozycjonowany model OLED910 oferuje nam praktycznie ten sam, genialny obraz generowany przez identyczną matrycę. Co więcej, model 910 wygrywa w przedbiegach pod względem audio, oferując zintegrowany soundbar od Bowers & Wilkins, którego w droższym modelu 950 po prostu zabrakło na rzecz innego designu. Mamy więc do czynienia z paradoksem: dostajemy ten sam obraz i gorszy dźwięk, a musimy zapłacić znacznie więcej. Dlatego, choć OLED950 jest ekranem fantastycznym, to w 2025 roku tytuł „Najlepszego telewizora Philips” i naszą rekomendację wędruje do modelu OLED910.