Jeśli liczycie na to, że HDR w NANO81A wyciśnie Wam łzy z oczu, to muszę Was rozczarować. Ten telewizor jest po prostu za ciemny, żeby pokazać, o co w tym formacie naprawdę chodzi. Przy jasności sięgającej zaledwie 250 nitów, HDR istnieje tu właściwie tylko na papierze. W praktyce podczas seansu bardzo trudno odróżnić, czy oglądamy materiał w wysokiej rozpiętości tonalnej, czy zwykłe SDR – po prostu brakuje tego „uderzenia” światła w jasnych partiach obrazu. Ale, żeby nie było samej krytyki, mamy tutaj jedno światełko w tunelu – i to całkiem wyraźne. Chodzi o pokrycie palety barw. Tutaj filtr NanoCell pokazuje, że nie jest tylko marketingowym bełkotem. Nasze pomiary wykazały, że pokrycie przestrzeni DCI-P3 wynosi około 88%. To naprawdę solidny wynik, który stawia ten model znacznie wyżej od typowych budżetówek opartych na zwykłych białych diodach LED bez żadnych filtrów. Oczywiście, do poziomu telewizorów z kropką kwantową (QLED) czy zaawansowanych paneli z filtrem PFS jeszcze trochę brakuje, ale jak na tę półkę cenową, kolory są zaskakująco nasycone i żywe. Szkoda tylko, że ta niska jasność nie pozwala im w pełni „rozwinąć skrzydeł” filtru Nano.
Samsung S90H w wariancie WOLED to wciąż niezwykle jasny telewizor jak na model z tej półki cenowej, choć względem wersji QD-OLED wypada minimalnie ciemniej. Różnica nie jest jednak tak znacząca, jak w ubiegłorocznej serii F, gdzie rozpietość potrafiła sięgać nawet 500 nitów. Tutaj parametry obu matryc są bardzo zbliżone, a różnice w szczytowej jasności mieszczą się w granicach zaledwie 100–150 nitów. W pomiarach małych fragmentów obrazu S90H na panelu WOLED bez problemu osiąga poziom blisko 1500 nitów. Taki zapas mocy pozwala fenomenalnie oddać dynamikę efektów HDR – wszelkie rozbłyski, refleksy światła czy wybuchy mają odpowiednią siłę przebicia, dokładnie tak, jak zaplanowali to twórcy w studiu montażowym. Jak w przypadku większości wyświetlaczy OLED, kiedy cały ekran zalewa bardzo jasna scena, uruchamiają się systemy chroniące matrycę i jasność naturalnie spada do okolic 700 nitów. Warto jednak podkreślić, że to nadal znakomity rezultat na rynku. Częstokroć zauważalnie lepszy niż w przypadku wielu ekranów wykorzystujących technologię Mini LED z tego samego segmentu.
Pokrycie palety barw
Największa różnica między oboma wariantami S90H kryje się właśnie w sposobie reprodukcji i nasyceniu barw. Wynika to bezpośrednio z odmiennej budowy samej matrycy WOLED, która wykorzystuje dodatkowy, biały subpiksel. W efekcie kolory o bardzo wysokiej jasności nie osiągają aż tak intensywnego nasycenia, a wolumen szerokiej palety jest nieco bardziej ograniczony niż w technologii QD-OLED. Nie zmienia to jednak faktu, że w codziennym użytkowaniu różnice te będą dla większości widzów trudne do wyłapania. Zmierzona przez nas przestrzeń DCI-P3 sięga w panelu WOLED blisko 99%, co sprawia, że w zdecydowanej większości realnych scen filmowych oba warianty zaprezentują niemal identyczny obraz. Prawdziwy dystans ujawnia się dopiero w rzadszych, wyjątkowo wymagających produkcjach, które sięgają po ultra szeroką paletę BT.2020. Ze względu na specyfikę budowy panelu WOLED, pokrycie tego standardu jest tu o jakieś 15% niższe w porównaniu do S90HAT z matrycą QD-OLED, przez co najbardziej jaskrawe, mocno doświetlone barwy w HDR mogą sprawiać wrażenie ciut mniej soczystych.