Każdego roku premiera nowej serii „G” od LG budzi te same emocje – z jednej strony oczekujemy technologicznego trzęsienia ziemi, z drugiej zastanawiamy się, czy inżynierowie z Korei mają jeszcze z czego „wyciskać” dodatkowe nity jasności. Jak zaraz zobaczycie da się. Model G6 na rok 2026 to urządzenie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie bezpieczną kontynuacją sukcesu poprzedników. Jednak po głęszej analizie tego, co dzieje się „pod maską”, okazuje się, że tym razem LG postawiło na walkę z największymi demonami technologii WOLED. Przyjrzyjmy się szczegółom.
LG G6: Design i gwarancja
Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Jeśli liczycie na wizualną rewolucję, to muszę Was rozczarować – w modelu G6 niewiele się zmieniło i od czasów pierwszej serii G desgin urządzenia jest niemal ten sam. Oczywiście pomijając wszystkie odciecnie szarości obudowy.
Ważniejszą informacją od designu ramki jest jednak fakt, że polityka gwarancyjna LG pozostaje bez zmian. Wciąż otrzymujemy 5 lat gwarancji na panel OLED. Przy rosnącej mocy matrycy i rekordowych jasnościach, takie zabezpieczenie jest niezwykle uspokajające i pokazuje, że producent jest pewny trwałości swoich autorskich rozwiązań odprowadzania ciepła.
LG OLED G6: Rozmiary i matryca Tandem OLED 2. generacji
LG G6 będzie modelem o największej rozpiętości rozmiarów w ofercie flagowców. Kluczową informacją jest implementacja matrycy Tandem OLED 2. generacji, która trafi do wersji 55, 65, 77 oraz 83 cale.
Ciekawie zapowiada się sytuacja z modelem 48-calowym. Z naszych rozmów z przedstawicielami LG wynika, że wprowadzenie tej przekątnej na rynek zależy od negocjacji z sieciami handlowymi. Jeśli szukacie topowego obrazu w małym formacie – dajcie znać! Głos użytkowników ma tu realne znaczenie. Z kolei dla fanów kinowego rozmachu przygotowano wersję 97-calową, choć tutaj muszę postawić gwiazdkę: prawdopodobnie nie znajdziemy tam technologii Tandem OLED, a standardowy panel WOLED znany z serii C.
LG G6: Jasność HDR
Skoro znamy już rozmiary, przejdźmy do konkretów, czyli tego, co najbardziej rozpala wyobraźnię: jasności. W modelu G6 odnotowaliśmy poprawę o około 10% względem ubiegłorocznego G5. W najjaśniejszych punktach, w trybie Filmmaker, różnica sięgała nawet 400 nitów.
To realny progres, który nadaje obrazowi niesamowitego „kopa” w HDR-ze. W szczytowych momentach jasność G6 potrafiła sięgnąć nawet 2800 nitów w scenach filmowych. Choć nie jest to skok rewolucyjny, to sprawia, że obraz staje się jeszcze bardziej soczysty i zbliża się z roku na rok do tego co można spotkać w profesjonalnych moniotrach, choć pewnie do realnej bariery (w trybie filmmaker) 4000 nit przyjdzie nam poczekać jeszcze parę lat. Jasność w realnych treściach przestała być zagadką – LG G6 to obecnie jeden z najjaśniejszych OLED-ów na rynku.
Ważne: Jeśli planujesz zakup dowolnego modelu z rocznika 2026, przypominam o naszej akcji: przeprowadzamy darmową profesjonalną kalibrację w zamian za udostępnienie telewizora do testów w naszym labie. Szczegóły znajdziesz w linku pod artykułem.
LG OLED G6: Kolory – czy tu również widać postęp?
Przecież człowiek nie żyje samą czernią i bielą, a w marketingu jasność często przysłania inne, równie ważne aspekty obrazu. Jak zatem wypada LG G6 pod kątem reprodukcji barw? Tutaj sprawa jest prosta: rewolucji, której nie było w jasności, nie znajdziemy też w kolorach.
Jeśli chodzi o paletę DCI-P3, czyli standard, w którym masterowana jest zdecydowana większość dzisiejszych filmów i seriali, nie odnotowaliśmy znaczących popraw. Wynik na poziomie 99,7% pokrycia mieści się w granicach błędu pomiarowego względem ubiegłego roku (99,6%). Można śmiało powiedzieć, że LG osiągnęło już tutaj technologiczny sufit dla paneli typu WOLED.
Nieco ciekawiej robi się przy analizie bardzo szerokiej palety BT.2020. Tutaj zauważyliśmy subtelną poprawę o równe 1,2 punktu procentowego. Tegoroczny flagowiec wykręcił wynik 83,7% (w porównaniu do 82,5% w modelu G5).
Czy to zmiana, którą dostrzeżecie gołym okiem w trakcie seansu? Szczerze – nie za bardzo. To raczej techniczna ciekawostka dla purystów, pokazująca, że inżynierowie wciąż starają się optymalizować matrycę, wyciskając z niej absolutne maksimum, nawet jeśli są to kroki milimetrowe. Dobrze jednak widzieć, jaką korzyść przyniosła rywalizacja LG Display z Samsung Display bo po latach stagnacji panele WOLED w końcu notują wyraźny postęp w reprodukcji kolorów.
Procesor Alpha 11 – koniec z problemem posteryzacji!
Naszym zdaniem najważniejszą nowością w G6 wcale nie jest jasność, a nowy procesor Alpha 11 z natywnym, 13-bitowym przetwarzaniem jasności. Dlaczego to tak ważne? Telewizory WOLED z białym subpikselem od zawsze borykały się z tzw. posteryzacją – brzydkimi, poszarpanymi pasami na obrazie, szczególnie widocznymi na błękitnym niebie czy w ciemnych scenach.
Dzięki nowemu procesorowi problem ten został znacząco poprawiony. Precyzyjne wysterowanie matrycy w okolicach czerni sprawia, że przejścia tonalne są płynne, co potwierdzają nasi testerzy, którzy widzieli te ekrany na przedpremierowych pokazach. To genialna wiadomość – czysty obraz bez artefaktów jest dla komfortu oglądania ważniejszy niż dodatkowe nity, których i tak większość z nas nie wykorzysta w pełni.
Mapowanie tonów: AI w służbie (nie zawsze) idealnej
Według producenta nowy procesor Alpha 11 (generacji 3.) wnosi również znacznie lepsze mapowanie tonów, analizując obraz w aż 48 oddzielnych strefach w czasie rzeczywistym. Ma to pomagać w zachowaniu detali w najjaśniejszych partiach obrazu (np. chmury na niebie), gdy materiał nie posiada dynamicznych metadanych Dolby Vision.
Tutaj jednak zalecamy ostrożność. Ze wstępnych testów wynika, że funkcja dynamicznego mapowania tonów może sztucznie rozjaśniać obraz kosztem rzetelności przekazu. Ostateczną ocenę wydamy po testach egzemplarzy sklepowych z finalnym oprogramowaniem.
Powłoka antyrefleksyjna – LG G6 kontra "matowy" Samsung S95H
Czym byłaby premiera flagowca bez walki o miano „najlepszego ekranu do jasnych pomieszczeń”? Na tegorocznych targach CES sporo mówiło się o nowej powłoce antyrefleksyjnej w LG G6. Miał to być pstryczek w nos wymierzony w stronę Samsunga, który w swoich topowych OLED-ach (modelach S95F i S95H) postawił na całkowicie matową matrycę.
Czy w LG G6 możemy więc liczyć na równie spektakularne tłumienie odbić? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Przede wszystkim – matryca w G6 nadal pozostaje błyszcząca. Nie można jej jednak odmówić tego, że nawet w tej formie świetnie wygasza refleksy, co zresztą widać na załączonych zdjęciach. Nawet przy wyłączonym ekranie "efekt lustra" jest znacznie mniej dokuczliwe niż w tańszych modelach pokroju B6, czy nawet serii C6.
Prawdziwa magia dzieje się jednak wtedy, gdy na ekranie pojawiają się kolorowe, jasne sceny (spójrzcie na zdjęcie obok). Wtedy nawet na błyszczącej matrycy odbicia słońca czy sylwetki Pawła i Łukasza, którzy testowali dla Was te telewizory na miejscu, stają się praktycznie niewidoczne.
Zatem – czy jest postęp? Zdecydowanie tak. Czy powłoka LG jest równie skuteczna w "zabijaniu" odbić co mat Samsunga? Tutaj droga jest jeszcze daleka, bo fizyki nie oszukamy – mat zawsze wygra z połyskiem pod kątem rozpraszania światła. Jest jednak jeden potężny argument za rozwiązaniem LG: nasycenie kolorów i głębia czerni. Błyszcząca matryca G6 zachowuje ten charakterystyczny, soczysty "pop", którego matowe ekrany czasem nieco tracą w bardzo jasnych warunkach. Wybór sprowadza się więc do prostego pytania: OLED bez odblasków czy bezkompromisowe kolory?
LG G6 to OLED (prawie) idealny?
Patrząc na całokształt zmian w modelu G6, trudno oprzeć się wrażeniu, że LG w końcu przestało ścigać się wyłącznie na "puste" liczby w tabelkach, a zaczęło realnie łatać problemy, które od lat irytowały użytkowników. Połączenie matrycy Tandem OLED 2gen. z nowym procesorem Alpha 11 to duet, który obiecuje nie tylko rekordową jasność rzędu 2800 nitów, ale przede wszystkim obrazu, o jaką w technologii WOLED było dotąd trudno. Rozwiązanie problemu posteryzacji i 13-bitowe przetwarzanie jasności to znacznie ważniejsza wiadomość niż te dodatkowe 10% mocy. Dodajmy do tego skuteczną (choć wciąż błyszczącą) powłokę antyrefleksyjną oraz sprawdzony, 5-letni pakiet ochronny na panel, a otrzymamy produkt, który na papierze wygląda na kompletny.
Oczywiście, na ten moment operujemy na danych przedpremierowych i tym, co udało nam się wycisnąć z egzemplarzy pokazowych. My już nie możemy się doczekać, aż LG G6 wyląduje u nas w labie na pełne testy, gdzie bez litości sprawdzimy go profesjonalnym sprzętem i ocenimy finalny software.
Teraz kluczową kwestią pozostaje już tylko jedno: C E N A. To ona zdecyduje, czy G6 będzie bezapelacyjnym królem opłacalności w segmencie premium 2026. LG wysoko zawiesiło poprzeczkę i konkurencja będzie miała twardy orzech do zgryzienia.
Michał Wołoszyn













