Meta ma poważny problem. Nowe doniesienia pokazują, że nagrania ze smart okularów trafiały do ludzi, którzy oglądali bardzo prywatne sytuacje użytkowników. Sprawa wywołała już pozwy i śledztwa, a skala problemu jest większa, niż się wydawało.
Nagrania z domu trafiały do analizy
Z danych ujawnionych przez media wynika, że Meta korzystała z zewnętrznej firmy do analizowania nagrań. Pracownicy mieli za zadanie oznaczać obiekty, ale w praktyce widzieli znacznie więcej. Na materiałach pojawiały się intymne sytuacje, codzienne życie i prywatne momenty, których użytkownicy prawdopodobnie nie chcieli udostępniać. Problem jest poważny, bo wiele osób mogło nawet nie zdawać sobie sprawy, co dokładnie nagrywają ich urządzenia.
Nie tylko obraz - audio też było analizowane
To nie koniec. Meta analizowała również nagrania audio, żeby rozwijać swoje AI. Oznacza to, że rozmowy użytkowników mogły być przetwarzane, nawet jeśli dotyczyły wrażliwych tematów. Co gorsza, nie ma prostego sposobu, by całkowicie zrezygnować z tego typu analizy, jeśli chce się korzystać z funkcji AI.
Sprawa szybko trafiła do sądów. W USA pojawił się pozew, a w Wielkiej Brytanii rozpoczęto dochodzenie. Eksperci podkreślają, że w tym modelu to dane są najważniejsze, a nie sprzęt. W praktyce oznacza to, że użytkownik i jego otoczenie stają się źródłem informacji dla firmy. Meta twierdzi, że stosuje podobne praktyki jak inne firmy i filtruje dane, ale to nie uspokaja krytyków.
Skandal wokół smart okularów pokazuje, jak duże ryzyko niesie ze sobą rozwój AI i urządzeń wearables. Granica między wygodą a prywatnością staje się coraz cieńsza, a użytkownicy mogą nie mieć pełnej kontroli nad tym, co trafia do firm technologicznych.
Źródło: Svenska Dagbladet, TechCrunch, flatpanelshd
Redakcja Choose TV












