Las Vegas słynie z przepychu, ale to, co dzieje się tam w dziedzinie technologii wyświetlania obrazu, przechodzi ludzkie pojęcie. W naszym najnowszym materiale bierzemy pod lupę dwa gigantyczne ekrany w USA: The Sphere oraz Resorts World.
The Sphere
Najbardziej spektakularnym przykładem tej technologicznej rewolucji jest bez wątpienia The Sphere, czyli największa na świecie konstrukcja sferyczna. Jej zewnętrzna powłoka, zwana Exosphere, to powierzchnia licząca oszałamiające pięćdziesiąt cztery tysiące metrów kwadratowych, co można porównać do siedmiu pełnowymiarowych boisk piłkarskich owiniętych wokół kuli.
Zamiast gęsto upakowanych pikseli, jakie znajdziemy w domowym telewizorze, zastosowano tutaj system ponad miliona specjalnych modułów przypominających krążki hokejowe. Każdy taki krążek skrywa w sobie kilkadziesiąt diod LED, co pozwala na generowanie obrazu o jasności przebijającej najdroższe modele klasy premium. Co ciekawe, konstrukcja ta nie jest litym ekranem, lecz ażurową siatką, która pozwala budynkowi „oddychać” i odprowadzać gigantyczne ilości ciepła generowane podczas pracy.
Resorts World
Zupełnie inne podejście zaprezentowano w przypadku kompleksu Resorts World, gdzie technologia została wpleciona bezpośrednio w architekturę hotelu. Zamiast jednej bryły mamy tutaj do czynienia z systemem trzech zsynchronizowanych wyświetlaczy, z których największy zajmuje fasadę zachodniej wieży.
Kluczem do sukcesu była tutaj technologia LED Mesh. Są to specjalne pasy diod zamontowane na elewacji w taki sposób, że z dużej odległości tworzą spójny, ostry obraz o powierzchni dziewięciu tysięcy metrów kwadratowych, ale od wewnątrz pozwalają gościom hotelowym normalnie patrzeć przez okna.
Kilka ciekawostek o The Sphere i Resorts World
Wspólnym mianownikiem dla obu tych gigantów jest ich niewyobrażalny wręcz apetyt na energię. Szacuje się, że prąd potrzebny do zasilenia samej tylko sfery mógłby z powodzeniem wystarczyć do oświetlenia i ogrzania kilkudziesięciu tysięcy domów jednorodzinnych. Systemy te muszą być też pod stałym nadzorem inżynierów, ponieważ ich maksymalna jasność jest tak duża, że bez odpowiedniego sterowania mogłyby oślepiać pilotów lądujących na pobliskim lotnisku. Całość opiera się na prostym, ale genialnym założeniu dotyczącym fizyki obrazu – ponieważ widz patrzy na te budynki z odległości wielu metrów, diody mogą być od siebie oddalone o kilka centymetrów, a ludzkie oko i tak złoży je w płynną i bajecznie kolorową animację.
Maciej Koper












